test

Kliknij tutajżeby zobaczyć

test

Kliknij tutajżeby zobaczyć

co slychac

Jubileusz STO

Sekcja Hapkido

Dołącz do drużyny HAPKIDO

MOO HAK KWAN Polska. Odwiedź stronę sekcji i rozwijaj się przez sport.

www.hapkido.pl

Statystyka odwiedzin

675992
DzisiajDzisiaj3
WczorajWczoraj726
Ten TydzieńTen Tydzień3361
Ten miesiącTen miesiąc13781
WszystkieWszystkie675992

Współpracujemy

Swim Test Kordian Lach :: Nauka Pływania Kraków

 

 


 

 

SLERS

 

 


 

Klub Szkół UNICEF

STOMENIUS - Niezbędnik Inteligenta

ZAJRZYJ DO NIEZBĘDNIKA || Formularz hasła || Wzór hasła

 

 


Drogi N.!

 

Jakiś czas temu przeczytałem ciekawy artykuł prasowy na temat zjawisk, które nauczyciele akademiccy obserwują w środowisku współczesnej młodzieży. Chodziło konkretnie o zanikanie umiejętności kulturalnego odnoszenia się do wykładowców, widoczny brak oporu przed korzystaniem z cudzego dorobku intelektualnego, oraz kompletny zanik wstydu związanego z niewiedzą. Oto krótki fragment, dotyczący siedemnastoletniego ucznia bardzo dobrego warszawskiego liceum:

(..) miły, zdobywający same szóstki młody człowiek nie potrafi znaleźć na mapie Paryża. Wie dużo różnych rzeczy, oczywiście. Ale ma równocześnie zadziwiające luki w sprawach, które kiedyś uchodziły za elementarz.
Taka niewiedza – słyszę od znajomych nauczycieli akademickich – już nie kompromituje. Nie jest obciachem. Jeśli zgred (niech będzie, że 30-letni) zdumiewa się, że student nie wie, gdzie jest Paryż, młody człowiek najczęściej nie rozumie, o co chodzi”.
Adam Leszczyński, „Tresowanie inteligenta”, Gazeta Wyborcza, 11-12 czerwca 2011 r.

 

Być może sam miałem już wcześniej w podświadomości podobne spostrzeżenia, w każdym razie cały artykuł wywarł na mnie duże wrażenie i pobudził do refleksji. W efekcie przyszedł mi do głowy pomysł, którym podzielę się z Tobą w dalszej części tego listu.

* * *

Żyjemy pośród niezmierzonego oceanu informacji. Każdego dnia tysiące komunikatów konkuruje o naszą – ograniczoną przecież – percepcję. Nigdy wcześniej wiedza nie była tak łatwo dostępna, a jej źródła tak bogate. Czy to nie paradoks, że w takim właśnie świecie ignorancja przestała hańbić, nawet w środowisku aspirującym do miana elity intelektualnej?

Wielu ludzi, w tym także pedagogów, uważa, że współczesny człowiek musi przede wszystkim sprawnie poruszać się w gąszczu informacji. Obciążanie pamięci nadmiarem faktów wydaje się bezcelowe, bowiem dostępne zasoby wiedzy wielokrotnie przewyższają to, co można ogarnąć rozumem. Rzecznicy tego poglądu usprawiedliwiają niewiedzę, głosząc, że każdą informację można przecież uzyskać z jakiegoś zewnętrznego źródła pamięci, którym może być komputer, laptop, tablet, smartfon, czy co tam jeszcze inżynierowie ostatnio wymyślili. W konsekwencji rozważają też, całkiem poważnie, traktowanie urządzeń elektronicznych jako pełnoprawnych narzędzi w ręku ucznia, w każdej sytuacji, także podczas klasówek i egzaminów.

Przeciwnicy powyższego poglądu wskazują, że nie wystarczy największa nawet sprawność w myśleniu, jeżeli nie posiada się wiedzy, która mogłaby być dla niego pożywką. Aby myśleć, trzeba mieć o czym. Trudno wyobrazić sobie człowieka, który na bieżąco wypełnia liczne luki w swoim rozumowaniu, korzystając z pamięci elektronicznej. A może inaczej – wyobrazić go sobie można, ale uwierzyć, że jego proces myślenia będzie szybki i twórczy, raczej trudno. Zresztą, nawet korzystanie z internetowej wyszukiwarki wymaga pewnej umiejętności stawiania pytań, a do tego potrzebna jest jednak jakaś wiedza.

Osobiście nie przejmuję się ewentualnymi problemami użytkowników internetu. Martwi mnie coś innego. Otóż lubię rozmawiać z ludźmi, a każda rozmowa, właściwie niezależnie od tematu, wymaga pewnego poziomu obustronnej kompetencji językowej. Trudno prowadzić dyskusję, gdy jeden z rozmówców nie zna popularnych związków frazeologicznych, nie rozumie metafor, nie kojarzy pojęć, które dla drugiego są zrozumiałe, proste i oczywiste. Z tych egoistycznych pobudek chciałbym, aby kolejne generacje ludzi wykształconych nie zatraciły minimalnego poziomu erudycji i, szerzej, kultury, umożliwiającego dyskusję na różne tematy, i uzasadniającego ich, nieco już staromodne, miano inteligencji. Chciałbym, póki życia, móc nadal swobodnie dyskutować z kolejnymi pokoleniami uczniów i studentów. Ot, taki kaprys starzejącego się człowieka.

Rozwiązania mojego problemu próżno szukać w dzisiejszej szkole, nastawionej wyłącznie na możliwie skuteczne przygotowywanie dzieci i młodzieży do kolejnych egzaminów. Kształcenie umiejętności rozwiązywania testów jest czymś zupełnie innym niż kształcenie erudycji, a ponieważ szkoły rozliczane są z tego pierwszego, na drugie nie ma co liczyć. Erudyty nie ukształtują też media elektroniczne. Wystarczy obejrzeć kilka programów telewizyjnych, aby przekonać się, że ich adresatami są zazwyczaj ludzie o niewysokich aspiracjach intelektualnych. Poziom życia umysłowego pulsującego na facebook’u i w innych popularnych zakątkach internetu też raczej nie rzuca na kolana.

Nieco lepiej jest w mediach papierowych. Tytuł tego listu zaczerpnąłem z publikowanego regularnie dodatku do tygodnika „Polityka”, w którym zamieszczane są artykuły naprawdę ciekawe i ambitne. Inne czasopisma również podejmują dzieło popularyzacji wiedzy. Jest wiele interesujących i cennych poznawczo publikacji książkowych. Skądinąd jednak wiadomo, że blisko dwie trzecie Polaków nie czyta książek, a całkiem znacząca część tej grupy nie czyta w ogóle niczego. Wygląda, że słowo drukowane znajduje się w fazie schyłkowej, więc na dłuższą metę problemu kształcenia erudytów raczej nie rozwiąże.

Ponieważ ratunku nie dostrzegam także we współczesnym środowisku domowym – głównie z powodu kompletnego braku czasu, a może i chęci, rodziców oraz uwiądu kulturotwórczej ongiś instytucji dziadków, moja nauczycielska myśl kieruje się – jednak – z powrotem ku szkole.

* * *

Niestety, jakikolwiek pomysł powierzenia instytucji szkoły nowego zadania tradycyjnie oznacza po prostu przypisanie mu pewnej liczby godzin w planie nauczania, ewentualnie dokonanie stosownej zmiany podstawy programowej, aby można było następnie rozliczyć nauczycieli z realizacji przyjętego programu. Najlepiej przez odpowiednie pytania zawarte w pęczniejących stopniowo egzaminach. Oświatowa biurokracja inaczej działać już po prostu nie potrafi.

Przy takim podejściu z kształceniem erudycji byłby kłopot. Po pierwsze, który przedmiot uszczęśliwić, skoro wszechstronna wiedza z założenia dotyczy wielu dziedzin? Po drugie, jak określić pożądany poziom osiągnięć? Po trzecie wreszcie, jak zmierzyć osiągane efekty w epoce egzaminów, które z założenia nie sprawdzają wiedzy pamięciowej, a w istocie w ogóle sprawdzają niezbyt wiele? Zresztą, to, co nazywam tutaj erudycją, a więc wszechstronna wiedza, obycie i kultura, jest nie tylko sumą wiadomości i umiejętności, ale także postawą życiową człowieka. Czymś dynamicznym i wymykającym się z ram szkolnych ocen. I choćby z tego powodu nikt nie zarządzi kształcenia w szkołach erudytów.

Kto ma na co dzień do czynienia z oświatą wie, że obecnie obowiązująca w Polsce wizja szkoły sprowadza ją do roli zakładu kształcenia, wypuszczającego w świat ściśle określony produkt. Wszystkie „standardy wymagań”, albo „oczekiwane osiągnięcia ucznia”, których pełno w rozporządzeniach, programach nauczania i poradnikach dla nauczycieli, to nic innego, jak techniczne opisy tego produktu. Działalność wykraczającą poza obszar sprawdzany egzaminami każdy nauczyciel może spokojnie traktować jako hobby.

Sytuacja wygląda więc raczej beznadziejnie i na żadne systemowe rozwiązanie nie ma co liczyć. Można jedynie w skali lokalnej podejmować próby powrotu do kulturotwórczej funkcji szkoły. Jest to zadanie trudne i niewdzięczne, a w razie końcowego sukcesu oferujące co najwyżej satysfakcję.

Mimo to uważam, że warto próbować.

* * *

W tym miejscu dochodzimy do pomysłu przedsięwzięcia, którego celem jest odbudowanie w środowisku szkolnym – mam tu na myśli pojedyncze placówki, a nie cały system oświatowy – chęci posiadania wszechstronnej wiedzy oraz szacunku dla erudycji.

Projekt „Niezbędnik inteligenta” – o nazwie zainspirowanej tytułem wspomnianego dodatku do „Polityki” – polega na stworzeniu i rozpropagowaniu, wspólnym wysiłkiem dorosłych i młodzieży, zestawu wiadomości z różnych dziedzin, które w danym gronie zostaną uznane za niezbędne dla każdej osoby aspirującej do miana erudyty.

Pierwszą fazę przedsięwzięcia stanowi przygotowanie podstawowego zestawu haseł. Tutaj może pojawić się problem nadmiernej ambicji poszczególnych specjalistów: sam historyk wskaże zapewne kilka setek faktów „absolutnie koniecznych do zapamiętania”, biolog doda równie wiele „elementarnych” wiadomości ze swojej dziedziny, i tak dalej, i tak dalej. A stąd już tylko krok do powielenia programów nauczania.

Aby tego uniknąć, warto ustalić początkowy limit liczby haseł (w naszej szkole przyjęliśmy pięćset), a następnie przydzielić poszczególnym dziedzinom jakąś część tego limitu. Dobrze jest trzymać się przy tym podziału na przedmioty nauczania, bo wtedy każda dziedzina będzie miała w gronie pedagogicznym swojego rzecznika.

Twórcami haseł mogą być zarówno nauczyciele, jak uczniowie, pojedynczo, albo w zespołach. Każde hasło powinno zawierać zwięzłe wyjaśnienie oraz niewielki zestaw informacji uzupełniających. Oto przykład:

CIEŚNINA MAGELLANA - Cieśnina pomiędzy południowym krańcem kontynentu Ameryki Pd. a Ziemią Ognistą. Nazwana na cześć portugalskiego żeglarza, Ferdynanda Megallana, który przepłynął przez nią w 1520 r.

Informacje uzupełniające:

Położona na obszarze należącym do Chile, jest jednak otwartym, międzynarodowym szlakiem żeglugowym, łączącym Ocean Atlantycki z Oceanem Spokojnym. Ongiś niezwykle ważna dla światowej żeglugi, straciła na znaczeniu po wybudowaniu w Ameryce Środkowej Kanału Panamskiego.

Podstawowy opis przeznaczony jest do zapamiętania przez każdego kandydata na erudytę. Informacje dodatkowe stanowią ofertę dla osób bardziej zainteresowanych tematem lub po prostu ambitniejszych.

Jeżeli masz wątpliwość, co do zasadności wyboru hasła Cieśnina Magellana, to spieszę zapewnić Cię, że wśród wielu cieśnin ta akurat ma swoje istotne miejsce w historii i w dziejach wielu podróżników, a osoba Magellana – pierwszego żeglarza, który opłynął Ziemię, dowodząc w ten sposób, że ma ona kształt kulisty – sama w sobie zasługuje na miejsce w pamięci wykształconego człowieka.

Jeśli zaś uznasz, że hasło jest zbyt proste, to powinieneś wiedzieć, że na próbie „Niezbędnika” w naszej szkole ani mądra skądinąd nauczycielka języka polskiego, ani bardzo inteligentny ojciec jednej z uczennic nie potrafili powiedzieć, gdzie ta cieśnina się znajduje.

Zresztą, nie ma i nie będzie idealnego zestawu haseł. W każdej szkole może on być odmienny. Ważne natomiast, by dopisanie kolejnego hasła do szkolnego zestawu było czynnością zespołową, dokonywaną na podstawie przedłożonych propozycji przez co najmniej kilkuosobowy zespół redakcyjny. Wspólne akceptowanie haseł zabezpieczy ogół przed skutkami radosnej twórczości specjalistów, gotowych zaproponować pojęcia, o których poza nimi nikt w danym gronie nie słyszał. Tymczasem, choćbyśmy nie wiem jak bardzo narzekali na panującą ogólnie niewiedzę, jeśli w większej grupie osób coś będzie kompletnie nieznane, można bezpiecznie przyjąć, że nie jest to warte włączenia do „Niezbędnika”.

* * *

Kiedy już powstanie wyjściowy zestaw haseł trzeba zadbać o jego upowszechnienie. Moja propozycja jest następująca: każde hasło należy zapisać na niewielkiej kartce, opatrzonej znakiem graficznym, symbolizującym dziedzinę wiedzy, a następnie umieścić w wybranym miejscu w szkole, gdzie będzie dla wszystkich dostępne. W naszym gimnazjum wykorzystujemy w tym celu zewnętrzną stronę drzwiczek szafek uczniowskich. Dzięki temu każdy uczeń, nawet nie zainteresowany rozwijaniem swojej erudycji, siłą rzeczy w ciągu trzech lat nauki wielokrotnie, choćby przypadkiem, przeczyta treści znajdujące się na jego szafce, a prawdopodobnie także na szafkach sąsiadów. I coś z tego zapewne zapamięta. To wersja najmniej ambitna. Natomiast dla ambitniejszych mamy różne pomysły na popularyzację „Niezbędnika”. W tym celu do każdego hasła przygotowujemy po kilka prostych pytań. Na przykład:

  • Co to jest Cieśnina Magellana?
  • Gdzie znajduje się Cieśnina Magellana?

Posiadając zestaw haseł i opracowane do nich pytania możemy zaproponować uczniom, nauczycielom i rodzicom różne formy zabawy. Dla miłośników konkursów – zawody na kształt popularnych teleturniejów. Dla tych, którzy wolą rywalizację z samym sobą – odznaki honorowe za udzielenie bezbłędnych odpowiedzi na 20, 40 lub 60 kolejno wylosowanych pytań. Pytań dotyczących informacji podstawowych, albo także informacji uzupełniających. Pomysłów może być bardzo wiele, muszą mieć tylko dwie wspólne cechy: pełną dobrowolność uczestnictwa oraz równoprawność młodzieży i dorosłych. „Niezbędnik” nie jest projektem nastawionym na oświecanie młodych przez starych, ale wspólne czerpanie radości z poszerzania wiedzy o świecie.

Dla tych, którzy chcą świadomie przygotowywać się do udziału w zabawie zatwierdzone już hasła umieszczamy w internecie razem z opracowanymi do nich pytaniami. Studiowanie pytań utrwala wiedzę i zwiększa szansę sukcesu w zabawie. A o to przede wszystkim chodzi.

W miarę rozwoju projektu pojawią się nowe możliwości. Co zrobimy, gdy liczba haseł przekroczy założone pięćset, a pojawią się nowe propozycje, niewątpliwie warte upowszechnienia? Zasoby wiedzy o świecie są przecież praktycznie nieograniczone. Czy zwiększymy liczbę haseł, aż do granicy dostępnej powierzchni na szafkach, czy może wymyślimy system wymiany tych uznanych za mniej ważne na nowe? Trudno to przewidzieć. Najważniejsze, żeby gra toczyła się dalej, wciągając jak najliczniejszą grupę młodzieży i dorosłych. Jest nadzieja, że niektórym zamiłowanie do „zabawy w mądrość” pozostanie potem na całe życie.

Czego sobie i wszystkim życzę.

Jarosław Pytlak

Formularz hasła

Wzór hasła

 

Drogi N.!

    Jakiś czas temu przeczytałem ciekawy artykuł prasowy na temat zjawisk, które nauczyciele akademiccy obserwują w środowisku współczesnej młodzieży. Chodziło konkretnie o zanikanie umiejętności kulturalnego odnoszenia się do wykładowców, widoczny brak oporu przed korzystaniem z cudzego dorobku intelektualnego, oraz kompletny zanik wstydu związanego z niewiedzą. Oto krótki fragment, dotyczący siedemnastoletniego ucznia bardzo dobrego warszawskiego liceum:

    „(..) miły, zdobywający same szóstki młody człowiek nie potrafi znaleźć na mapie Paryża. Wie dużo różnych rzeczy, oczywiście. Ale ma równocześnie zadziwiające luki w sprawach, które kiedyś uchodziły za elementarz.
   Taka niewiedza – słyszę od znajomych nauczycieli akademickich – już nie kompromituje. Nie jest obciachem. Jeśli zgred (niech będzie, że 30-letni) zdumiewa się, że student nie wie, gdzie jest Paryż, młody człowiek najczęściej nie rozumie, o co chodzi”.

Adam Leszczyński, „Tresowanie inteligenta”, Gazeta Wyborcza, 11-12 czerwca 2011 r.

   Być może sam miałem już wcześniej w podświadomości podobne spostrzeżenia, w każdym razie cały artykuł wywarł na mnie duże wrażenie i pobudził do refleksji. W efekcie przyszedł mi do głowy pomysł, którym podzielę się z Tobą w dalszej części tego listu.

* * *

   Żyjemy pośród niezmierzonego oceanu informacji. Każdego dnia tysiące komunikatów konkuruje o naszą – ograniczoną przecież – percepcję. Nigdy wcześniej wiedza nie była tak łatwo dostępna, a jej źródła tak bogate. Czy to nie paradoks, że w takim właśnie świecie ignorancja przestała hańbić, nawet w środowisku aspirującym do miana elity intelektualnej?

   Wielu ludzi, w tym także pedagogów, uważa, że współczesny człowiek musi przede wszystkim sprawnie poruszać się w gąszczu informacji. Obciążanie pamięci nadmiarem faktów wydaje się bezcelowe, bowiem dostępne zasoby wiedzy wielokrotnie przewyższają to, co można ogarnąć rozumem. Rzecznicy tego poglądu usprawiedliwiają niewiedzę, głosząc, że każdą informację można przecież uzyskać z jakiegoś zewnętrznego źródła pamięci, którym może być komputer, laptop, tablet, smartfon, czy co tam jeszcze inżynierowie ostatnio wymyślili. W konsekwencji rozważają też, całkiem poważnie, traktowanie urządzeń elektronicznych jako pełnoprawnych narzędzi w ręku ucznia, w każdej sytuacji, także podczas klasówek i egzaminów.

   Przeciwnicy powyższego poglądu wskazują, że nie wystarczy największa nawet sprawność w myśleniu, jeżeli nie posiada się wiedzy, która mogłaby być dla niego pożywką. Aby myśleć, trzeba mieć o czym. Trudno wyobrazić sobie człowieka, który na bieżąco wypełnia liczne luki w swoim rozumowaniu, korzystając z pamięci elektronicznej. A może inaczej – wyobrazić go sobie można, ale uwierzyć, że jego proces myślenia będzie szybki i twórczy, raczej trudno. Zresztą, nawet korzystanie z internetowej wyszukiwarki wymaga pewnej umiejętności stawiania pytań, a do tego potrzebna jest jednak jakaś wiedza.

   Osobiście nie przejmuję się ewentualnymi problemami użytkowników internetu. Martwi mnie coś innego. Otóż lubię rozmawiać z ludźmi, a każda rozmowa, właściwie niezależnie od tematu, wymaga pewnego poziomu obustronnej kompetencji językowej. Trudno prowadzić dyskusję, gdy jeden z rozmówców nie zna popularnych związków frazeologicznych, nie rozumie metafor, nie kojarzy pojęć, które dla drugiego są zrozumiałe, proste i oczywiste. Z tych egoistycznych pobudek chciałbym, aby kolejne generacje ludzi wykształconych nie zatraciły minimalnego poziomu erudycji i, szerzej, kultury, umożliwiającego dyskusję na różne tematy, i uzasadniającego ich, nieco już staromodne, miano inteligencji. Chciałbym, póki życia, móc nadal swobodnie dyskutować z kolejnymi pokoleniami uczniów i studentów. Ot, taki kaprys starzejącego się człowieka.

   Rozwiązania mojego problemu próżno szukać w dzisiejszej szkole, nastawionej wyłącznie na możliwie skuteczne przygotowywanie dzieci i młodzieży do kolejnych egzaminów. Kształcenie umiejętności rozwiązywania testów jest czymś zupełnie innym niż kształcenie erudycji, a ponieważ szkoły rozliczane są z tego pierwszego, na drugie nie ma co liczyć. Erudyty nie ukształtują też media elektroniczne. Wystarczy obejrzeć kilka programów telewizyjnych, aby przekonać się, że ich adresatami są zazwyczaj ludzie o niewysokich aspiracjach intelektualnych. Poziom życia umysłowego pulsującego na facebook’u i w innych popularnych zakątkach internetu też raczej nie rzuca na kolana.

   Nieco lepiej jest w mediach papierowych. Tytuł tego listu zaczerpnąłem z publikowanego regularnie dodatku do tygodnika „Polityka”, w którym zamieszczane są artykuły naprawdę ciekawe i ambitne. Inne czasopisma również podejmują dzieło popularyzacji wiedzy. Jest wiele interesujących i cennych poznawczo publikacji książkowych. Skądinąd jednak wiadomo, że blisko dwie trzecie Polaków nie czyta książek, a całkiem znacząca część tej grupy nie czyta w ogóle niczego. Wygląda, że słowo drukowane znajduje się w fazie schyłkowej, więc na dłuższą metę problemu kształcenia erudytów raczej nie rozwiąże.

   Ponieważ ratunku nie dostrzegam także we współczesnym środowisku domowym – głównie z powodu kompletnego braku czasu, a może i chęci, rodziców oraz uwiądu kulturotwórczej ongiś instytucji dziadków, moja nauczycielska myśl kieruje się – jednak – z powrotem ku szkole.

* * *

   Niestety, jakikolwiek pomysł powierzenia instytucji szkoły nowego zadania tradycyjnie oznacza po prostu przypisanie mu pewnej liczby godzin w planie nauczania, ewentualnie dokonanie stosownej zmiany podstawy programowej, aby można było następnie rozliczyć nauczycieli z realizacji przyjętego programu. Najlepiej przez odpowiednie pytania zawarte w pęczniejących stopniowo egzaminach. Oświatowa biurokracja inaczej działać już po prostu nie potrafi.

   Przy takim podejściu z kształceniem erudycji byłby kłopot. Po pierwsze, który przedmiot uszczęśliwić, skoro wszechstronna wiedza z założenia dotyczy wielu dziedzin? Po drugie, jak określić pożądany poziom osiągnięć? Po trzecie wreszcie, jak zmierzyć osiągane efekty w epoce egzaminów, które z założenia nie sprawdzają wiedzy pamięciowej, a w istocie w ogóle sprawdzają niezbyt wiele? Zresztą, to, co nazywam tutaj erudycją, a więc wszechstronna wiedza, obycie i kultura, jest nie tylko sumą wiadomości i umiejętności, ale także postawą życiową człowieka. Czymś dynamicznym i wymykającym się z ram szkolnych ocen. I choćby z tego powodu nikt nie zarządzi kształcenia w szkołach erudytów.

   Kto ma na co dzień do czynienia z oświatą wie, że obecnie obowiązująca w Polsce wizja szkoły sprowadza ją do roli zakładu kształcenia, wypuszczającego w świat ściśle określony produkt. Wszystkie „standardy wymagań”, albo „oczekiwane osiągnięcia ucznia”, których pełno w rozporządzeniach, programach nauczania i poradnikach dla nauczycieli, to nic innego, jak techniczne opisy tego produktu. Działalność wykraczającą poza obszar sprawdzany egzaminami każdy nauczyciel może spokojnie traktować jako hobby.

   Sytuacja wygląda więc raczej beznadziejnie i na żadne systemowe rozwiązanie nie ma co liczyć. Można jedynie w skali lokalnej podejmować próby powrotu do kulturotwórczej funkcji szkoły. Jest to zadanie trudne i niewdzięczne, a w razie końcowego sukcesu oferujące co najwyżej satysfakcję.

   Mimo to uważam, że warto próbować.

* * *

   W tym miejscu dochodzimy do pomysłu przedsięwzięcia, którego celem jest odbudowanie w środowisku szkolnym – mam tu na myśli pojedyncze placówki, a nie cały system oświatowy – chęci posiadania wszechstronnej wiedzy oraz szacunku dla erudycji.

   Projekt „Niezbędnik inteligenta” – o nazwie zainspirowanej tytułem wspomnianego dodatku do „Polityki” – polega na stworzeniu i rozpropagowaniu, wspólnym wysiłkiem dorosłych i młodzieży, zestawu wiadomości z różnych dziedzin, które w danym gronie zostaną uznane za niezbędne dla każdej osoby aspirującej do miana erudyty.

   Pierwszą fazę przedsięwzięcia stanowi przygotowanie podstawowego zestawu haseł. Tutaj może pojawić się problem nadmiernej ambicji poszczególnych specjalistów: sam historyk wskaże zapewne kilka setek faktów „absolutnie koniecznych do zapamiętania”, biolog doda równie wiele „elementarnych” wiadomości ze swojej dziedziny, i tak dalej, i tak dalej. A stąd już tylko krok do powielenia programów nauczania.

   Aby tego uniknąć, warto ustalić początkowy limit liczby haseł (w naszej szkole przyjęliśmy pięćset), a następnie przydzielić poszczególnym dziedzinom jakąś część tego limitu. Dobrze jest trzymać się przy tym podziału na przedmioty nauczania, bo wtedy każda dziedzina będzie miała w gronie pedagogicznym swojego rzecznika.

   Twórcami haseł mogą być zarówno nauczyciele, jak uczniowie, pojedynczo, albo w zespołach. Każde hasło powinno zawierać zwięzłe wyjaśnienie oraz niewielki zestaw informacji uzupełniających. Oto przykład:

   CIEŚNINA MAGELLANA - Cieśnina pomiędzy południowym krańcem kontynentu Ameryki Pd. a Ziemią Ognistą. Nazwana na cześć portugalskiego żeglarza, Ferdynanda Megallana, który przepłynął przez nią w 1520 r.

   Informacje uzupełniające:

   Położona na obszarze należącym do Chile, jest jednak otwartym, międzynarodowym szlakiem żeglugowym, łączącym Ocean Atlantycki z Oceanem Spokojnym. Ongiś niezwykle ważna dla światowej żeglugi, straciła na znaczeniu po wybudowaniu w Ameryce Środkowej Kanału Panamskiego.

   Podstawowy opis przeznaczony jest do zapamiętania przez każdego kandydata na erudytę. Informacje dodatkowe stanowią ofertę dla osób bardziej zainteresowanych tematem lub po prostu ambitniejszych.

   Jeżeli masz wątpliwość, co do zasadności wyboru hasła Cieśnina Magellana, to spieszę zapewnić Cię, że wśród wielu cieśnin ta akurat ma swoje istotne miejsce w historii i w dziejach wielu podróżników, a osoba Magellana – pierwszego żeglarza, który opłynął Ziemię, dowodząc w ten sposób, że ma ona kształt kulisty – sama w sobie zasługuje na miejsce w pamięci wykształconego człowieka.

   Jeśli zaś uznasz, że hasło jest zbyt proste, to powinieneś wiedzieć, że na próbie „Niezbędnika” w naszej szkole ani mądra skądinąd nauczycielka języka polskiego, ani bardzo inteligentny ojciec jednej z uczennic nie potrafili powiedzieć, gdzie ta cieśnina się znajduje.

   Zresztą, nie ma i nie będzie idealnego zestawu haseł. W każdej szkole może on być odmienny. Ważne natomiast, by dopisanie kolejnego hasła do szkolnego zestawu było czynnością zespołową, dokonywaną na podstawie przedłożonych propozycji przez co najmniej kilkuosobowy zespół redakcyjny. Wspólne akceptowanie haseł zabezpieczy ogół przed skutkami radosnej twórczości specjalistów, gotowych zaproponować pojęcia, o których poza nimi nikt w danym gronie nie słyszał. Tymczasem, choćbyśmy nie wiem jak bardzo narzekali na panującą ogólnie niewiedzę, jeśli w większej grupie osób coś będzie kompletnie nieznane, można bezpiecznie przyjąć, że nie jest to warte włączenia do „Niezbędnika”.

* * *

   Kiedy już powstanie wyjściowy zestaw haseł trzeba zadbać o jego upowszechnienie. Moja propozycja jest następująca: każde hasło należy zapisać na niewielkiej kartce, opatrzonej znakiem graficznym, symbolizującym dziedzinę wiedzy, a następnie umieścić w wybranym miejscu w szkole, gdzie będzie dla wszystkich dostępne. W naszym gimnazjum wykorzystujemy w tym celu zewnętrzną stronę drzwiczek szafek uczniowskich. Dzięki temu każdy uczeń, nawet nie zainteresowany rozwijaniem swojej erudycji, siłą rzeczy w ciągu trzech lat nauki wielokrotnie, choćby przypadkiem, przeczyta treści znajdujące się na jego szafce, a prawdopodobnie także na szafkach sąsiadów. I coś z tego zapewne zapamięta. To wersja najmniej ambitna. Natomiast dla ambitniejszych mamy różne pomysły na popularyzację „Niezbędnika”. W tym celu do każdego hasła przygotowujemy po kilka prostych pytań. Na przykład:

   - Co to jest Cieśnina Magellana?

   - Gdzie znajduje się Cieśnina Magellana?

   Posiadając zestaw haseł i opracowane do nich pytania możemy zaproponować uczniom, nauczycielom i rodzicom różne formy zabawy. Dla miłośników konkursów – zawody na kształt popularnych teleturniejów. Dla tych, którzy wolą rywalizację z samym sobą – odznaki honorowe za udzielenie bezbłędnych odpowiedzi na 20, 40 lub 60 kolejno wylosowanych pytań. Pytań dotyczących informacji podstawowych, albo także informacji uzupełniających. Pomysłów może być bardzo wiele, muszą mieć tylko dwie wspólne cechy: pełną dobrowolność uczestnictwa oraz równoprawność młodzieży i dorosłych. „Niezbędnik” nie jest projektem nastawionym na oświecanie młodych przez starych, ale wspólne czerpanie radości z poszerzania wiedzy o świecie.

   Dla tych, którzy chcą świadomie przygotowywać się do udziału w zabawie zatwierdzone już hasła umieszczamy w internecie razem z opracowanymi do nich pytaniami. Studiowanie pytań utrwala wiedzę i zwiększa szansę sukcesu w zabawie. A o to przede wszystkim chodzi.

   W miarę rozwoju projektu pojawią się nowe możliwości. Co zrobimy, gdy liczba haseł przekroczy założone pięćset, a pojawią się nowe propozycje, niewątpliwie warte upowszechnienia? Zasoby wiedzy o świecie są przecież praktycznie nieograniczone. Czy zwiększymy liczbę haseł, aż do granicy dostępnej powierzchni na szafkach, czy może wymyślimy system wymiany tych uznanych za mniej ważne na nowe? Trudno to przewidzieć. Najważniejsze, żeby gra toczyła się dalej, wciągając jak najliczniejszą grupę młodzieży i dorosłych. Jest nadzieja, że niektórym zamiłowanie do „zabawy w mądrość” pozostanie potem na całe życie.

   Czego sobie i wszystkim życzę.

Jarosław Pytlak

Godło Rzeczypospolitej Polskiej

Rekrutacja

Zapraszamy serdecznie zainteresowanych rekrutacją do klasy pierwszej do składania podań w sekretariacie szkoły. Wzory podania i formularza zgłoszeniowego dostępne są na stronie szkoły w zakładce rekrutacja.

Dyrektor Szkoły

 

 

Pobierz wzór podaniaformularza zgłoszeniowego.

Plan lekcji

Sprawdź swój Plan Lekcji, kliknij w swoją szkołę.

Jadłospis

W tym roku mają Państwo możliwość wyboru rodzaju obiadu.

Informujemy, że wprowadzamy elektroniczny system wyboru obiadów - zarezerwuj obiady

UWAGA. NOWY RACHUNEK BANKOWY DO OBIADÓW:

52 1050 1445 1000 0092 0608 3645

Kuchnia Polska ul. Bosaków 11 Kraków

Link do poprzedniej wersji aplikacji

Zintegrowana Polityka Bezpieczeństwa

Zobacz dokumenty

Zapoznaj się z ważnymi dokumentami dla uczniów, rodziców i nauczycieli.

ZOBACZ

Patron szkoły

Zespół Szkół Społecznych NR 7 STO